W 84. roku życia zmarł w Opolu 22 lutego Jan Goczoł. Piewca Śląska – ziemi i ludzi. Poeta, felietonista, redaktor, tłumacz. Poseł na Sejm w latach 1985-1991. W atmosferze jubileuszu Stowarzyszenia Instytut Śląski, w 1994 roku wybrany prezesem Kuratorium.
Urodził się 13 maja 1934 r. w Rozmierzy pod Strzelcami Opolskimi (wówczas Rosmiers, a od 1936 r. – Angerbach) w pruskiej prowincji górnośląskiej. Goczołowie, jak pisze dr Adam Wierciński, „w Rozmierzy byli, zdaje się, od zawsze”. Pewnie nie tylko Rozmierzy, bo nazwisko znaleźć można w pobliskim Grodzisku, z którego np. w 1888 roku gospodarz Jozef Goczoł skarżył się, iż został obrażony przez Jana Ciomperlika, ale przed sądem rozjemczym pogodził się z sąsiadem…
Jan Goczoł rozpoczął edukację w szkole niemieckiej. Kontynuował ją, gdy przez prawobrzeżną część Opolszczyzny zimą początków 1945 roku przeszedł front i wkrótce została przyłączona do państwa polskiego. Etnicznie i kulturowo rodzinna wieś Goczoła była polska, w 1910 roku na 641 mieszkańców – 625 mówiących językiem polskim, 15 niemieckim i 1 obydwoma językami. W plebiscycie 20 marca 1921 r. 193 dorosłych (58% uprawnionych przy 98,5% frekwencji) głosowało za przyłączeniem Górnego Śląska do Polski. Za pozostaniem w Niemczech – 139 (42%).
Podkreślał Jan Goczoł, iż był pierwszym po wojnie mieszkańcem, który zdobył maturę (w 1953 w strzeleckim Liceum Administracyjno-Handlowym), następnie studia wyższe. Do historii Polski wieś wpisana została już w XV wieku, bowiem, jak przypomina Wierciński, w Rozmierzy urodził się Piotr Gaszowiec (ok.1430-1474), słynny uczony – astronom i medyk (nadworny lekarz Kazimierza Jagiellończyka), profesor i rektor Akademii Krakowskiej.
Po maturze – nie mogąc rozpocząć studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim, bo jako „kułackie” dziecko nie otrzymał miejsca w akademiku ani stypendium, podjął pracę – kolejno w PGR, fabryce obuwia, zarządzie powiatowym ZMP. Odbył też obowiązkową służbę wojskową. Studia rozpoczął ostatecznie w 1960 roku w opolskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej, wybierając – jak mu doradzali pisarze, z którymi się zetknął – polonistykę. Tłumaczył to później następująco: „Pradzieje mojej literackiej świadomości zaczynają się w styczniu 1945 roku. Kiedy z niedzieli na niedzielę w spontanicznych modlitwach i śpiewach kościelnych pojawił się – tak wyraźnie i niespodziewanie jakby nagle rzeka spod ziemi wystąpiła – zupełnie inny język. Język polski. To było wstrząsające oszołomienie. Znane mi dotychczas jedynie z domowych przyciszonych szmerów i szumów, słowa gwarowe rezonowały teraz tekstami modlitw i psalmów o przemożnej, pulsującej energii; byłem w tym czasie ministrantem – dzień w dzień napromieniowała ta, przejmująca nieznanym dreszczem energia”.
Dodajmy w tym miejscu, iż w „Real-Handbuch des Bistums Breslau” z 1929 roku w parafii Rosmiers w kościele język polski – podobnie jak 11 innych należących do dekanatu strzeleckiego – był wymieniony jako pierwszy, po nim niemiecki. Tylko w 2 parafiach strzeleckich było odwrotnie. I na koniec – wśród haseł Leksykonu Polactwa w Niemczech, których w 1939 roku w opolskich „Nowinach Codziennych” nie zdążono wydrukować, zalazła się Rozmierz, o treści (m.in): „W kościele parafialnym 3 nab. polskie w mies., jeden raz e kościele filialnym. Maj./owe/ i róż./ańcowe/ 4 razy w tyg. nieszpory i droga krzyżowa po polsku, Dzieci przygotowuje się do sakr./amentów/ św. po polsku”. Przypomnijmy – gdy Leksykon drukowano już tak nie było, bowiem w przededniu napaści na Polskę, kardynał Adolf Bertram zawiesił polskie nabożeństwa, wcześniej – w czerwcu 1939 r. niemieckie nabożeństwa w diecezji katowickiej zawiesił bp. Stanisław Adamski.
W opolskiej uczelni czas jego studiów (1960 – 1965) to także spotkania z kształcącymi się – zapowiadającymi się już poetami – Wiesławem Kazaneckim, Ireną Wyczółkowską, Bogusławem Żurakowskim czy świeżymi absolwentami – Stanisławem Srokowskim, i Zbigniewem Żakiewiczem, wówczas wykładowcą. Już podczas studiów Goczoł został członkiem Związku Literatów Polskich (1963), od 1971 – prezesem Oddziału Opolskiego, bo jako poeta zadebiutował w 1957 roku opolskim „Almanachu artystycznym”, a następnie swoje wiersze, fragmenty prozy recenzje literackie i tłumaczenia wierszy z literatur obcych publikował m.in. w „Odrze” (1958-1959), „Trybunie Opolskiej” (od 1958), „Kalendarzu Opolskim” (od 1962).
Po studiach – jako publicysta – związał się z redakcją katowickich „Poglądów”, a swoje utwory publikował też w „Tygodniku Kulturalnym”, „Życiu Literackim”, „Miesięczniku Literackim” i „Faktach i Myślach”. W 1970 roku rozpoczął pracę w miesięczniku „Opole”, w którym był kolejno sekretarzem, zastępcą redaktora naczelnego i od 1975 roku redaktorem naczelnym. Od 1986 roku był prezesem Oddziału Opolskiego ZLP, a w 1989 został członkiem Zarządu Głównego ZLP. Był prezesem Opolskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego od 1995 roku do jego rozwiązania.
Podczas prezesowania w Instytucie Śląskim włączył się do badań nad miejscem literatury śląskiej w relacjach polsko-niemieckich.
Swoją twórczością poetycką, eseistyczną, felietonową dokumentował czasy, w których żył – ukazując najistotniejsze problemy tej części Górnego Śląska, która po ostatniej wojnie włączona została do Polski. Więc problemy, które zmiana granic i ustroju przyniosła – takie jak – tragedie rodzin które utraciły ojców – jego ojca pojmali czerwonoarmiejcy i wywieźli w głąb ZSRR, gdzie zmarł na tyfus, co odzwierciedlało się szczególnym miejscem matki w poezji, niezrozumienie żyjących tu ludzi (wiersze o Starym Ślązaku), migracje do miast (felietony poetyckie „Na brzozowej korze”), w cotygodniowych felietonach…
W życzeniach z okazji 70-lecia, w imieniu społeczności Instytutowej pisałem:
Dla nas – chlubiących się dowodami Twojej życzliwości i przyjaźni – jesteś nie tylko PIEWCĄ, SUMIENIEM, ALE I SEDZIĄ. Jesteś SOLĄ ŚLĄSKIEJ ZIEMI, jej najznakomitszym reprezentantem i dokumentalistą czasu XX i – oby jak najdłużej – XXI wieku. Jako intelektualista jesteś także strażnikiem śląskich wartości, które manifestujesz i których bronisz – zarówno wtedy, gdy piszesz, ale także – gdy milczysz”…
Portretując Goczoła – jako jednego z tych, którzy za życia przekroczyli tzw. próg przeciętności i zapisali się już pięknie w kulturze, dr Wierciński pisał – „Społecznik i homo politicus. Sensualista i myśliciel. Czuły na uroki życia i ciągle poszukujący prawdy”. Takim Go zapamiętamy.
Z Jankiem zetknąłem się podczas studiów, gdy organizowałem m.in. spotkania z członkami studenckiej grupy poetyckiej – Ireną Wyczółkowską, Wiesławem Kazaneckim, Bogusławem Żurakowskim, czy zaproszonym z Legnicy, gdzie uczył w technikum – Stanisławem Srokowskim. Od tego czasu obdarowywany byłem Jego przyjaźnią. Utrwalała to aktywność w OTK-O, „WDJ”, „Kalendarzu Opolskim” i różnych inicjatywach kulturalnych. W bliższych kontaktach charakteryzował się z jednej strony zagadkowym optymizmem katastroficznym, z drugiej pogodną (czasem melancholijną) otwartością na ludzi. Stawał się duszą spotkań towarzyskich – wyróżniał się bogactwem zapamiętanych pieśni i piosenek oraz dowcipów (także sytuacyjnych). Jako erudyta cechowała Go refleksyjność, cenna zwłaszcza podczas luźnych spotkań przy okazji kontaktów oficjalnych np. z grupami zagranicznymi. Sprzyjało to zbliżaniu ludzi i pogłębianiu współpracy. Często wiele lat trwających przyjaźni. Mimo kłopotów zdrowotnych w ostatnich latach miał wiele planów twórczych. Niestety nie wszystkie zdążył zrealizować.
Michał Lis
Rok 1945 na Śląsku
Kresowianie na Śląsku po 1945 r.
Interaktywna mapa miejsc pamięci
Serwis Opolskie Drogi do Wolności – kompendium wiedzy i powstaniach śląskich i plebiscycie na Górnym Śląsku


